Przygoda na osiedlowej uliczce
28 listopad, 2007Niestety… tego się nie przeczuwałem. Czy jadąc sobie powoli na ładnej, szerokiej drodze osiedlowej u panny, ktokolwiek z was byłby przygotowany na metalowy kloc na środku drogi? Ja nie byłem. Na chwilę zdjąłem wzrok z drogi żeby popatrzeć na swoją piękną dziewczynę, aż tu nagle wielki łoskot, podskoczyliśmy i tak zapoznaliśmy się z twardym klocem leżącym na ulicy.
Opony zimowe wytrzymały to cios, swoją drogą nie wyobrażam w jaki sposób, bo to były nie pierwszej młodości sparciałe kapcie i tak tłukłem się do najbliższego zakładu jaki kojarzyłem, czyli koło Arkadii. Namęczyłem się jeszcze wcześniej z wydobyciem zapasu który był, prawie całkowicie zasłonięty przez butle na gaz i wyciągnięcie rezerwowej opony z jej schowka graniczy z cudem. Ale udało się. zamieniłem chociaż jedną i zjechałem po tych okropnych garbach na drodze do warsztatu na dół.
Dowiedziałem się, że najtańsze nowe opony będą kosztowały tyle, co calusieńki mój samochód, ale nie miałem żadnego innego rozwiązania. Do tego poinformowano mnie, że felgi samochodowe się odkształciły i wahacze są do wymiany.
Ale dla jednego widoku mojej dziewczyny zapłaciłbym każdą cenę. No cóż, następnym razem będę bardziej uważał. To jakby nie było doskonała nauczka na przyszłość, żeby np. na autostradach nie tracić uwagi na jeździe.

